Życie po raku to filozofia

Zaktualizowano: wrz 6

O szkoleniu „Pozwól Sobie”


„Życie po raku” to nie tylko wiedza ginekologiczna i onkologiczna, choć na oba tematy kładę ogromny nacisk. „Życie po raku” to moja filozofia. Jej celem jest znalezienie równowagi pomiędzy życiem tak, jakby czekały nas długie lata, wiodące do spokojnej starości, a życiem tak, jakby za dwa miesiące miało nas nie być, jako że może przecież zabrać nas wypadek drogowy, COVID lub, oczywiście, rak. Chętnie nazywam te dążenia pracą nad life-balance’em, umyślnie wykreślając cząstkę ‘work’. Absolutnie nie chodzi o to, że praca nie jest ważną częścią życia! Raczej życie, jako całość, zawiera i pracę zawodową, i tę niezawodową, i pasję, i odpoczynek, i sen, a granice między tymi dziedzinami są płynne i wymagają nie radykalnego rozdzielenia, a umiejętnego zarządzania.


Wobec tego, w „Życiu po raku” mocno skupiam się właśnie na zarządzaniu swoimi zasobami: czasem, przestrzenią, koncentracją, pieniędzmi, potencjałem, komunikacją. Moim celem nie jest upchnięcie jak największej liczby czynności w jak najkrótszym czasie. Życie to sztuka wyboru i słuchania siebie, a nie gonienia i upychania. „Życie po raku” to świadomość swoich pragnień i celów, spokojna praca nad własnymi emocjami i poczuciem swojej wartości oraz opieranie się na tym, że ludzie są sobie równi. „Życie po raku” to również odwaga do bycia kreatywną, a także umiejętność efektywnego i bardzo przyjemnego odpoczywania.



Pewnego dnia postanowiłam, że „Życie po raku” powinno stać się tematem szkolenia. Nazwa „Życie po raku” nie byłaby jednak dobrym wyborem – szkolenie takie nie jest bowiem kierowane wyłącznie do osób, które przeżyły raka. Pozwolę sobie nawet stwierdzić, że wręcz przeciwnie – pacjentki i pacjenci onko często już żyją pełną piersią. Swoimi postulatami oraz metodami chciałam podzielić się ze wszystkimi, którzy tylko będą tego chcieli. To nie tak, że uważam się za mądrzejszą czy bardziej doświadczoną niż ktokolwiek na świecie! Absolutnie tak nie jest. Po prostu wierzę, że moja filozofia „Życia po raku” może być inspirująca i pomocna – na co dzień wiele osób potwierdza mi to w wiadomościach prywatnych, więc z radością w to wierzę.


Kilka tygodni przygotowań i… udało się! Wczoraj wieczorem wróciłam z pierwszej edycji „Pozwól Sobie” – tak nazwałam szkolenie. Od początku towarzyszyły mi wielkie emocje – szkolenie z moich metod i mojej filozofii życia było naprawdę dużym wyzwaniem emocjonalnym, intelektualnym, jak i organizacyjnym. Na szczęście na każdej z tych płaszczyzn pomógł mi Maciek, będący nie tylko moim ukochanym, ale i podporą przyjacielską, biznesową oraz logistyczną. Mogę śmiało powiedzieć, że to nie moje, a nasze szkolenie.


Dwa inspirujące dni spędziliśmy z Uczestniczkami – bo zapisały się wyłącznie kobiety. Dziewczyny przyjechały ze wspaniałym nastawieniem, wielką ochotą i dobrze odrobionym zadaniem domowym, jakie codziennie zadaje życie. Zależało mi na tym, byśmy w stu procentach wykorzystały hasło „pozwól sobie”. Szkolenie odbyło się w miejscu przepełnionym luzem, inspiracją i naturą. Urokliwa agroturystyka zaoferowała nam nieskończoność pól, lasów, łąk i sadów. Nasze pokoje, każdy z samodzielną łazienką, wspólnie stanowiły osobne mieszkanko, z aneksem kuchennym oraz malutkim salonem. Śniadania i obiady gotowała Pani Alicja, której nie sposób nie uwielbiać. Na stół trafiały nieziemskie ilości wegetariańskich darów sadu i pól: wiejskie jajka, prawdziwy twaróg, pieczone pomidory, domowy chleb na zakwasie, gnocchi z najpyszniejszym masłem szałwiowym, kompot ze zbieranych chwilę wcześniej mirabelek. Obok pasły się owce i kozy, przechadzały się kury i gęsi, biegał pies, wygrzewały się koty.



Było zielono, cicho, inspirująco. W te okoliczności szkolenie z filozofii „Życia po raku” wpasowało się wybornie. Zajęcia odbywały się na klimatycznej werandzie, pełnej zdrowych i mniej zdrowych przekąsek. Na warsztaty udawałyśmy się na łąkę z widokiem na góry i pola lub do sadu, pełnego gotowych do zjedzenia śliwek i jabłek. Samo szkolenie obfitowało w teorie z różnych książek, doniesienia ze świata nauki, moje wersje uznanych metod zarządzania czasem czy finansami, warsztaty pełne kreatywnego działania, slajdy, multimedialne ankiety oraz spontaniczne dyskusje. Finałem pierwszego dnia był grill, pełen luźnych rozmów, pyszności i życzliwości. Niedzielę natomiast zwieńczyło rozdanie certyfikatów oraz zestawów prezentów: różowych upominków w stylu „Pozwól sobie” dla każdego z pięciu zmysłów oraz zestawy kosmetyków naturalnych od niezastąpionej firmy Elfa Pharm. Nie obyło się bez wzruszeń i podsumowań, wiodących przez pomysły i plany powzięte podczas warsztatów.


Sądzę jednak, że najcenniejszym namacalnym przedmiotem, z jakim Uczestniczki wróciły do domu, jest osobisty podręcznik life-balance „Pozwól Sobie”. Pięćdziesiąt stron, których uzupełnienie przesunęło środek ciężkości autorstwa na Uczestniczkę, stanowić będzie, na co mam ogromną nadzieję, customowy poradnik w kwestiach własnego życia.


Rozmyślam już o drugiej edycji. Zastanawiam się nad tym, czy nie wydłużyć szkolenia do trzech dni i nie wybrać połowy października… Czekam na Wasze wiadomości prywatne! Tymczasem, dochodzę do siebie po tym wielkim wydarzeniu, wyrażam ogromną wdzięczność dla Uczestniczek, Maćka i Pani Alicji oraz zapraszam Was do obejrzenia spontanicznego aftermovie!




__________


Zapisz się do newslettera

(i bądź ze mną na bieżąco)


162 wyświetlenia0 komentarz

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie

Gra w memory