Ściągam majtki milczenia

O seksie i raku


Zacznijmy od… zarośniętej pochwy i majtek milczenia


- Czy to prawda, że po radioterapii pochwa może się zrosnąć, nawet całkowicie?

- Niestety to prawda, miałam kilka takich przypadków.

- A czy mnie… też może się to stać?

- Tak, u pani, po takiej dawce naświetlania, jest takie prawdopodobieństwo. Niewielkie, ale istnieje.

- Pani doktor, ale naprawią to państwo wtedy, prawda?

- Niestety nie. Medycyna nie ma tu praktycznie żadnych możliwości.


Pamiętam ten dialog, jakby to było wczoraj. Leżałam na fotelu ginekologicznym z pół litra fioletowej cieczy w pęcherzu, wtłoczonej mi tam przez cewnik. Pani doktor o zawsze uśmiechniętych oczach wciskała mi do pochwy, jak mi się zdawało, kilometry tamponady. Bardzo bolało. Byłam po dwudziestu kilku naświetlaniach zewnętrznych i dwóch sesjach brachyterapii, czyli naświetlania od środka, walcem umieszczonym wewnątrz. Każdy dotyk w obrębie pochwy bolał jak diabli.


W domu, wieczorami, gdy mocno zagryzałam ręcznik, byłam w stanie wsadzić sobie do środka dwa, maksymalnie trzy centymetry palca. Tamtego dnia pani doktor o uśmiechniętych oczach sprawdzała, czy nie mam przetoki, czyli dziury między pęcherzem a pochwą. Dzień wcześniej byłam na pierwszej imprezie od wykrycia przerzutów. Podczas śmieszków ze znajomymi, nagle z mojej pochwy wylało się morze przezroczystego płynu. Z łzami w oczach pobiegłam do łazienki. Wystraszyłam się, że to mocz. Finalnie okazało się, że przetoki nie mam, lecz z fioletowego badania wróciłam do domu z nowym koszmarem – widmem zarośniętej pochwy.


To tylko jedna z dziesiątek naprawdę strasznych historii, którymi rak próbował ugodzić w moje życie seksualne (kilka kolejnych opisuję w tym tekście). Dotychczas sprytnie pomijałam temat seksu, tak przecież drażliwy, intymny, delikatny i niewygodny. To jednak nie tak, że w ogóle nie było o tym mowy. Pytania, jak z moim orgazmem po wycięciu macicy i skróceniu pochwy, czy uprawiałam seks podczas chemioterapii, jak z nawilżeniem po naświetlaniu, czy osoba penetrująca penisem bądź palcami jest w stanie wyczuć różnicę oraz czy to prawda, że pochwa naprawdę może się zrosnąć przez naświetlanie, padały wielokrotnie. Koleżanki, a czasem nawet i odważniejsi koledzy, wciąż mi je zadają – delikatnie, ale wprost. Odpowiadam tak, jakby pytali mnie o wypadanie włosów lub wyniki markerów – bez zniżania głosu, z dumą, że tą pogawędką łamiemy społeczne tabu, lecz jednocześnie w poczuciu niezwykłości sytuacji.


To wartościowe momenty i bardzo ważne tematy. Wałkujemy je wśród syrenek oraz z otwartymi, empatycznymi lekarzami i lekarkami. Nie ma ich jednak prawie wcale w książkach, poradnikach czy zaleceniach, a wielu specjalistów unika ich jak ognia. Dlaczego? Bo to seks! Prawie wszyscy go uprawiamy, lubimy, czytamy o nim i myślimy, nawet na ważnym, biznesowym spotkaniu, ale zakrywamy go zasłoną, a raczej majtkami milczenia. Wszystko bulgocze w kotle ambiwalencji i sprzeczności – w szkołach udajemy, że nastolatki nie odczuwają popędu, podczas gdy średni wiek inicjacji seksualnej z roku na rok się obniża. Psioczymy na głębokie dekolty i wycięte szorty, w mediach społecznościowych zasypując przedstawiające je zdjęcia serduszkami. Zasuwamy firanki, przygaszamy światło i szepczemy, jednocześnie marząc o klapsach lub palcu wsadzonym do ust tak głęboko, że lecą łzy.


W XXI wieku wciąż nie radzimy sobie z seksem, traktując go jak małe dziecko, któremu każe się kolejny kwadrans siedzieć prosto i nie machać nogami. Nie chcę rozpoczynać rewolucji, siać zamętu i ciskać kontrowersją – wbrew licznym pozorom, takie zachowanie nigdy nie było moim celem. Chcę tylko zrobić to, co zawsze – opowiedzieć o swojej historii i udzielić rzeczowych porad, tym razem na temat seksu. A że przy okazji muszę zsunąć majtki milczenia… no cóż, to nie moja wina, że tak uparcie trzymamy je na pupie świata, także tego onkologicznego.



Seks, czyli rwanie rajstop zębami i patrzenie w oczy przy świecach


W specjalistycznym podręczniku ginekologicznym, który ostatnio reagowałam i ilustrowałam, znalazła się bardzo ciekawa porada dla lekarzy i lekarek. Otóż powinni oni udzielać starszym pacjentkom informacji na temat seksu w obliczu choroby czy leczenia, nawet jeśli to, co mówią, odbijane jest słowami „panie kochany, gdzie w moim wieku takie rzeczy”. Dlaczego? Bo pacjentki często tak bardzo wstydzą się poruszania tych kwestii, że próbują wycofać się z rozmowy, mimo iż serwowane porady są dla nich cenne i realnie przydatne. Duża część społeczeństwa wciąż uważa seks za coś, o czym mówić nie należy, a bycie seksowną lub seksownym gani za nieobyczajność (delikatnie mówię tu o okropnym slut shamingu, na przekór któremu zrobiłam sobie zdjęcia, ilustrujące ten tekst).


Zamykanie tak ważnej sfery życia na kluczyk odbiera nam wolność, obniża jakość ważnych, przyjemnych aktywności, zawęża zakres możliwości, a także przesuwa środek ciężkości tematu seksu na rozmnażanie, bagatelizując i wynaturzając aktywności seksualne inne niż penetracja pochwy penisem. Mówienie o seksie i uprawianie go w sposób, o jakim się marzy, nie oznacza upadku moralności świata – wręcz przeciwnie, podejmując świadome decyzje i wyrażając się o tematach wymagających wyczucia, definiujemy etyczność oraz ćwiczymy dojrzałość, odpowiedzialność i asertywność. Bo, tak, proszę Państwa, uprawiamy seks. Nie wszyscy muszą go potrzebować i lubić – w danej chwili lub zawsze – istnieją przecież osoby w spektrum aseksualności. Znakomita większość z nas go jednak uprawia. Seks ma wiele funkcji: redukcja napięcia fizycznego i emocjonalnego, chwile bliskości z ukochaną osobą, dobra zabawa, prokreacja, spalanie kalorii, eksperymentowanie…


Seks ma sens, gdy jest wolny. Dajmy więc seksowi spokój. Nie wchodźmy innym do łóżka, nie odbijajmy klisz. Krążące w społeczeństwie, obrzydliwe stereotypy dotyczące seksu uderzają we wszystkie płcie. Od mężczyzn oczekuje się bycia jurnym rumakiem z nieprzemijającą erekcją, jednocześnie każąc im hamować popędy i wyzywając od bezmyślnych zwierząt. Kobiety wtłacza się w role omdlewających z rozkoszy przy nawet najdelikatniejszym dotyku (moja ulubiona książka o seksie wyśmiewa nawet klasyczne, heteronormatywne ilustracje erotyczne, na których to on działa, a ona osuwa się półprzytomna) lub oziębłych, cierpiących na wieczny ból głowy. Odbiera się im możliwość eksplorowania swojej seksualności i mówienia głośno o odważniejszych fantazjach i zwyczajach.


Deliberowania o tym, jak to tak, żeby dwa penisy razem lub jak tak można, sromem o srom, bądź pieprzenia o zamku, kluczu i tym, co otwiera wszystko, a co jest do niczego, nawet nie będę przywoływać, o zgrozo. Jeszcze jedna, być może najważniejsza sprawa, której w tym tekście nie może zabraknąć. W seksie, jak i innych, prawie wszystkich dziedzinach życia, kategorycznie nie może być przymusu. Do seksu może dojść, gdy dwie lub więcej osób, mających kompetencje do świadomego i dorosłego podejmowania decyzji, wyrażają klarowną zgodę. Absurdalnym i wysoce karygodnym jest uznawanie za zgodę tego, jak ktoś jest ubrany, jaki ma styl bycia, na jaką imprezę się wybrał. Poza kierowaniem się krzywdzącymi, kretyńskimi stereotypami oraz łamaniem zasady wyraźnej i świadomej zgody, w seksie można wszystko.


Seks ma bowiem najróżniejsze formy. To nie tylko penetracja waginalna, oralna czy analna. Seksem jest również petting oraz masturbacja. W seksie można wykorzystywać zabawki i akcesoria, lubrykanty, stroje, a nawet jedzenie. Istnieje cała masa fetyszy, które czasem stanowią igraszkę, a czasem parafilię, czyli coś, bez czego nie da się osiągnąć pełnej satysfakcji seksualnej. Wśród opisanych i mniej lub bardziej popularnych praktyk znajdziemy bondage, czyli wiązanie, mumifikację, czyli zawijanie człowieka jak burrito na przykład w folię, coffin sex, czyli zabawę na niewielkiej powierzchni, takiej jak wnętrze szafy czy schowek na szczotki, albo oil overload, czyli użycie naprawdę dużej ilości oliwki. Jest też BDSM i lubiący je ludzie: domy, a więc ci dominujący, suby – ich poddani, oraz switche, znaczy się ci, co lubią raz tak, raz tak.


Seks może być powolny, delikatny, z patrzeniem w oczy migoczące w świetle świec. Seks może być szalony, z rwaniem rajstop zębami i błaganiem o litość. Seks może trwać godzinami lub być słynnym szybkim numerkiem. Seks może prowadzić do orgazmu, wieść przez całą ich serię lub pominąć ten element – orgazm to nie baza, którą koniecznie trzeba zdobyć. Seks może być poważny lub z kupą śmiechu. Po ćwierćwieczu związku lub pierwszy raz z tym kimś. Całkowicie nago lub z zadartą spódniczką i odsuniętą na bok częścią majtek. W ciąży. Pod kołderką we własnym mieszkaniu lub w przedziale pędzącego pociągu.


Seks może inicjować kobieta lub mężczyzna. Albo osoba niebinarna. Są stosunki seksualne, które kończą się zapłodnieniem i takie, po których ostrożnie zdejmuje się prezerwatywę lub sprawdza, czy dzisiejsze okienko w blistrze tabletek antykoncepcyjnych na pewno jest puste. Jest romantyczny seks, po którym gładzimy sobie twarze i wyznajemy dozgonną miłość oraz ten seks, po którym uprzejmie dziękujemy, wciągamy spodnie i wracamy do siebie. Jest seks za darmo i za pieniądze. Wymarzony i ten, który odbył się za naszą zgodą, ale z perspektywy czasu uważamy, że nie był to najlepszy pomysł.


Seks mogą uprawiać ludzie z genitaliami różnego lub tego samego typu – to nie jest układanie puzzli, żeby koniecznie coś do czegoś włożyć. Seks może uprawiać i podniecony osiemnastolatek, i rozgrzany siedemdziesięciolatek. Osoba po amputacji nogi. Z otyłością. Z zespołem Tourette’a. Ze stwardnieniem rozsianym. Z rakiem i po raku. Jak się domyślasz, na tym ostatnim dość mocno skupię się w kolejnych częściach, kładąc nacisk na osoby z żeńskimi genitaliami, głównie po nowotworach genitaliów – ale nie tylko. Wierzę, że to tekst dla wszystkich.


Seks i rak – czy to się godzi?!


Ludzie z rakiem i po raku mogą uprawiać seks – to chyba najistotniejsze zdanie w temacie seksu i raka. Istnieją osoby, których życie seksualne po chorobie nie zmieniło się, pogorszyło, albo poprawiło. Zależy to od wielu czynników. Najważniejszy z nich to aspekty psychoemocjonalne. Rak, mimo iż potrafi być lwem salonowym, nie należy do typu seksownych kusicieli. Choroba, szczególnie w etapie tuż po diagnozie, odbiera ochotę na seks. Gdy człowiek dowiaduje się, że ma raka, ciężko mu myśleć o wsadzaniu komuś języka do ucha – to logiczne.


Po diagnozie nadciąga leczenie, które samo w sobie nadal nie jest uwodzicielskie, ale to czas, w którym myśli się o swoim życiu w już szerszy sposób. Jeżeli nowotwór wymaga jedynie operacji z dala od genitaliów, uporanie się z kwestiami psychicznymi, najlepiej z pomocą psychoonkolożki lub psychoonkologa, pomoże wrócić do aktywności seksualnej. Jeśli zabieg operacyjny dotyczy żeńskich genitaliów lub do leczenia dochodzi radio- i chemioterapia (alb ma się to wszystko naraz, jak ja), sprawy nieco się komplikują, pojawiają się bowiem stricte fizyczne kwestie i ograniczenia, takie jak przykładowo problemy z nawilżeniem, bóle podczas stosunków (tak zwana dyspaurenia), czy wynikające z zastosowanego leczenia zmniejszenie libido i trudności z osiągnięciem orgazmu. Przy okazji wspomnę o tym, że w przypadku nowotworu genitaliów męskich, sprawy również mogą się skomplikować, dotycząc libido, wzwodu, erekcji i wytrysku.


Fizyczne kwestie to nie tylko te związane z rakiem w obrębie genitaliów. Nowotwory piersi, układu pokarmowego, układu moczowego czy głowy i szyi również wpływają na życie seksualne. Mastektomia, wyłoniona stomia, nietrzymanie moczu czy trwała utrata śliny zmieniają zasady panujące wcześniej w łóżku – nie kryjmy tego. Rak przewraca do góry nogami poczucie własnej wartości. Trzeba nauczyć się na nowo akceptować swoje ciało: z bliznami, bez piersi, często łyse i o zmienionej wadze lub też z workiem wiszącym u brzucha. To trudne zadanie. Także utrata płodności może wpłynąć na seksualną sferę życia, zwłaszcza jeżeli w chwili diagnozy para starała się o ciążę.


Problemy seksualne osób z rakiem to nie tylko te psychoemocjonalne i typowo fizyczne. Są jeszcze te, powiedziałabym, społeczne, takie jak powszechnie panujące przekonanie, że osoba z rakiem powinna skupić się wyłącznie na leczeniu choroby, bo jak to tak, żeby taka łysa, wychudzona kobieta myślała o pomalowaniu ust na czerwono i daniu kilku klapsów swojemu partnerowi lub, nie daj boże, między wlewami, odebrała pieszczoty oralne od swojej partnerki – skandal! I ja miałam etap, że czułam się winna, gdy chciało mi się seksu – bo jak można myśleć o takich pierdołach, gdy ma się na głowie kwestie tak ważne jak leczenie raka?! Całe szczęście, dawno już tak nie myślę.


W obliczu choroby nowotworowej każda relacja przechodzi próbę – także ta erotyczna, romantyczna i mieszana. Często piszę o tym, jak wspaniałym wsparciem był oraz jest mój kochany i kochający Maciek. Psychoonkologia wskazuje jednak na to, że nawet w najbardziej zgodnych i związanych ze sobą parach rak może namieszać – kochający się ludzie nie chcą się nawzajem zranić, co, paradoksalnie, może generować problemy komunikacyjne. Empatyzowanie z partnerem lub partnerką, stojącym czy stojącą w obliczu wielkich zmian także w swoim życiu seksualnym, potrafi być szalenie trudne – „moja najukochańsza osoba miała mnie z perfekcyjnie działającą pochwą i przepiękną fryzurą, bez blizn i strachu, a teraz nie mogę jej tego dać”.


Innym przykrym doświadczeniem jest ewentualne rozstanie w obliczu choroby nowotworowej. Czasem zakończenie związku bezpośrednio dotyczy raka, czasem rzeczy po prostu zbiegają się w czasie, a rak tylko je przyspiesza. Tak czy inaczej, to zdarza się naprawdę nie tak rzadko. Oczywiście mocno oddziałuje to na życie seksualne osoby z rakiem – nie tak łatwo, mając na głowie chorobę, leczenie i wszystko, co z tym związane, otrząsnąć się z rozstania i znaleźć kogoś nowego. Oczywiście, można postawić na jednorazowe spotkania w celach erotycznych, natomiast pamiętajmy, że nie każdy to lubi, no i nie każdy czuje się w porządku, mówiąc „hej, nie zwracaj uwagi na moją łysą głowę i to, że w każdej chwili mogę zwymiotować”. Ludzie bez doświadczenia raka u siebie lub wśród bliskich niekoniecznie zachowują się jak Czytelniczki i Czytelnicy mojego bloga – z otwartą głową, oswajając nowotwór złośliwy i jego leczenie. Niezależnie zatem od sytuacji życiowej, w obliczu raka życie seksualne otrzymuje bodźce, które przepracować musi głowa.


Jeżeli wszystko, co wymieniłam, zadziałało na Ciebie jak zwiastun dobrego thrillera, musimy to zmienić. Po pierwsze, nie warto nastawiać się na takie skutki. Uwierz mi, znam masę osób, które nie doświadczyły większości z nich, a przebyły naprawdę długą onkologiczną drogę. Ja sama jestem po trzech operacjach, dwudziestu kilku sesjach teleradioterapii, dwóch sesjach brachyterapii i czterech wlewach chemioterapii i mimo skrócenia oraz lekkiej atrofii pochwy, a także blizn na brzuchu, mam życie seksualne lepsze niż kiedykolwiek wcześniej – wszystko działa bez zarzutu. Po drugie, na znakomitą większość wymienionych problemów medycyna ma jakieś sposoby. Po trzecie, seks jest tak różnorodną i niesamowitą dziedziną życia, że nawet w przypadku braku dostępności rozwiązania na dany kłopot, wciąż można cieszyć się fizycznymi zbliżeniami, na przykład w nowej, interesującej formie (aczkolwiek oczywiście jest to trudne i wiedzie przez pracę nad sobą i swoim ciałem). No i, po czwarte, pamiętaj, proszę, z rakiem czy bez, wciąż jesteś sobą i zawsze możesz coś zmienić, bądź spróbować czegoś nowego!



Czy kikut pochwy można penetrować? O fizycznych ograniczeniach po ginekologicznym leczeniu onkologicznym


Pamiętam pierwszy seks po zakończeniu radioterapii. Po grzecznie odczekanych trzech tygodniach trzeba było zabrać się do działania. Piszę „trzeba było” – dlaczego? Po naświetlaniu jest tak, że możesz zepsuć coś, zarówno jeśli zaczniesz za wcześnie, jak i jeżeli zbyt długo będziesz zwlekać. Zbyt prędki powrót do aktywności seksualnej to rozciąganie i drażnienie ciała jeszcze niezagojonego – może boleć i się uszkodzić. Opieszałość może natomiast uniemożliwić odzyskanie dawnej elastyczności. Trzeba więc ćwiczyć. Dla osób, które nie chcą lub nie mogą ćwiczyć z penisem, dostępne są specjalne rozszerzacze w kilku rozmiarach. Jest instrukcja, jest lubrykant, jest zalecenie – leci się od najmniejszego do największego, przywracając utraconą elastyczność. Rozszerzacze można próbować zastąpić dobrej jakości dildo, najpierw analnym, bo mniejszym, a później waginalnym (to częsta praktyka, bo oryginalne rozszerzacze trochę kosztują).


Akcesoria te nie są dedykowane wyłącznie osobom nieuprawiającym seksu waginalnego z osobą z penisem. Korzysta się z nich również, jeśli woli się najpierw samodzielnie wybadać sytuację – pierwszy seks po radioterapii jest bowiem dużym stresem. Ja zdecydowałam się na niesyntetyczne rozwiązanie. Pamiętam to jak dziś. Włochy, sierpień, apartamencik w sercu Toskanii. Masa stresu i przerażający strach, czy wszystko tam jest w porządku, czy zadziała, czy wytrzymam ból, czy nic się nie zepsuje. Po chwili jedno było pewne – uf, nie zarosło! Dobra, Czytelniczko, Czytelniku, bez obrazy, ale wychodź z mojego łóżka! Porozmawiajmy o fizycznych ograniczeniach, wynikających z choroby nowotworowej i jej leczenia.


Zacznijmy od operacji. W zależności od rozpoznania, przy złośliwych nowotworach ginekologicznych przeprowadza się dość różne zabiegi. Zwykle jednak wycina się między innymi macicę wraz z szyjką i górną częścią pochwy, zostawiając dwie trzecie długości pochwy lub, jeśli jest taka potrzeba, nieco mniej. To, co zostaje, zaszywa się na górze, tworząc, uwaga, trzymaj się krzesła, tzw. kikut pochwy. Nie poznałam jeszcze syrenki, która nie musiała spożytkować choć trochę energii psychicznej, by przepracować fakt posiadania kikuta pochwy – głównie przez samą jego nazwę! Taki kikut pochwy jest jak palec rękawiczki – ma swój zaszyty koniec.


Jeśli chodzi o gojenie, do penetracji waginalnej można wrócić po około czterech tygodniach. To jednak nie jest powrót jak gdyby nigdy nic. Wszystko zależy od długości kikuta. Jeśli ma on standardowe około dwie trzecie długości pochwy, różnica między nim a całą pochwą jest raczej nie do wyczucia. Z racji rozciągliwości pochwy, żaden penis czy palec (także własny) nie jest w stanie dosięgnąć jej szczytu. Do pełnej penetracji waginalnej kikut musi się jednak rozciągnąć bardziej niż pochwa przed operacją – wiesz, jesteś w stanie założyć na siebie nieco mniejsze rajstopy, o ile będą rozciągliwe. Na szczęście podniecone ciało najczęściej potrafi to zrobić. Po histerektomii często już do końca życia potrzeba więc nieco dłuższych gier wstępnych i powolniejszego rozkręcania zabawy.


Jeżeli, na przykład z powodu typu raka lub jego przerzutów, pochwę skrócono znaczniej, zostawiając przykładowo jej cztery czy pięć centymetrów w głąb, penetracja będzie nieco bardziej problematyczna, zwykle wciąż jednak możliwa, standardowo lub w nieco innej formie, przykładowo dodatkowo wspomaganej ręką. Są także operacje, w których całkowicie usuwa się pochwę. Zabieg waginektomii przeprowadza się chociażby w sytuacjach, gdy nakazuje to rozwinięty rak pochwy. Wtedy o penetracji nie ma mowy, absolutnie jednak nie zamykałabym tematu seksu – z racji zarówno szerokiego wachlarza seksualnych praktyk, jak i wciąż rozwijających się w medycynie możliwości rekonstrukcyjnych.